25 lutego 2014

opiekuńcza, krucha istota...

Po wakacjach miałem zajebistego doła. Nie chciało mi się chodzić na zajęcia, wychodzić do pracy. Wtedy zaczął się również remont na działce. Ojciec wyciągał mnie na siłę do pomocy. Nie chciało mi się nic, nie nadawałem się do niczego, a jak się okazało przed nami było prawie pół roku ciężkiej fizycznej pracy, dzień w dzień, siedem dni w tygodniu, bez wytchnienia...

...wtedy właśnie poznałem Ciebie. Odmieniło się wszystko. Pierwsze niezdarne kontakty, ale nie kończyły się nam tematy, a wieczory były zawsze zbyt krótkie. Rano wstawałem, budziłaś mnie całusami i mimo iż ich nie mogłem ich poczuć, były tak szczere, że dodawały mi skrzydeł. Uczelnia, potem działka, czasami kurs, zawsze w ciągu dnia, każde z nas znajdowało chociaż chwilę, aby powiedzieć co u nas słychać. Chyba wtedy poznaliśmy się najbardziej. Najszczęśliwszym momentem w całym dniu był powrót do domu. Szybka kąpiel, jakieś jedzenie i potem tylko ja i Ty. Byliśmy jak jedność. Nierozłączni, prawie jak para...

...rozczulałaś mnie troską którą roztaczałaś. Pamiętam jak towarzyszyłaś mi w piątkowe i sobotnie wieczory. Rozmowy między kursami. Twoja szczera ciekawość o to co robię. Nigdy o nic nie byłaś zazdrosna, nie robiłaś mi wymówek. Foch w Twoim przypadku to pojęcie abstrakcyjne...

...chciałaś wiedzieć czy mi się podobasz, chciałaś znać mój gust, kiedy pokazywałem co lubię byłaś otwarta i praktycznie zawsze sie ze sobą zgadzaliśmy. Powtarzałaś, że nie miałabyś nic przeciwko żeby tak się dla mnie ubierać. Pytałaś mnie o zdanie, kiedy kupiłaś jakiś ciuszek lub bucik. Nie było dnia żebym nie dostał od Ciebie jakiegoś fajnego zdjęcia...

...mieliśmy wspólny cel - spotkać się, spędzić ze sobą trochę czasu, poznać się i zobaczyć co z tego wyjdzie. Mieliśmy wspólne plany. Chciałaś zobaczyć moje miasto, pozwolić mi się porwać i ufając mi, po prostu nie pytając o nic niemal jak z zamkniętymi oczami dać prowadzić się za rękę...

...czas mijał, było pięknie, miałem po co i dla kogo żyć. Po prawie czterech miesiącach nie znudziliśmy się sobą. Nasze rozmowy nadal gorące przepełnione radością, śmiechem, ale często też poważnymi pytaniami i rozważaniami o życiu nie były tylko celem samym w sobie. Każde z nas pochłaniało drugiego. Nikt nie naciskał, nie górował, nie raniliśmy się. Wręcz przeciwnie, wyczuwałaś moją ironię, żartowaliśmy do oporu, nigdy wcześniej nie miałem tyle śmiechu. Zawsze byliśmy w humorze i nastroju do gadania, śmiania się...

...opowiadaliśmy sobie o wszystkim, rodzicach, rodzeństwie, pasjach, miłości, pojmowaniu szczęścia, planach na przyszłość. Zawsze wiedzałem co u Ciebie słychać. Wyczuwałem gorszy nastrój, rozumiałem Cię zanim dokończyłaś zdanie...

...kiedy się spóźniałaś, zawsze tak pięknie próbowałaś się wytłumaczyć i mimo iż nigdy tego nie wymagałem, robiłaś to. Mogę domyślać się dlaczego. Czas mijał i kiedy mnie powoli kończyły się obowiązki związane z rewolucją na działce to Ty zaczęłaś pracę. Godziliśmy to oboje. Rano parę ciepłych słów, w ciągu dnia, nawet jak mijaliśmy się na Gadu, to każde wrzucało choć zdanie, aby to drugie wiedziało co się dzieje, nie martwiło się. Wieczorami, choć mogliśmy krócej, nadal chcieliśmy ze sobą rozmawiać. Śmiech, żarty, rozmowy bardziej esencjonalne niż wcześniej, czasami jakieś łzy kiedy oboje opowiadaliśmy sobie o przeszłości. Wciąż, nieustannie poznawaliśmy się bardziej. Nierozłączni, zawsze w kontakcie...

...pamiętam jak pocieszałaś mnie po śmierci dziadka. Byłaś jak balsam na skołatane nerwy i cierpkie myśli, jak krople na me zapuchnięte oczy. Prawie czułem jak mnie tulisz do serca. Słyszałem jego bicie i Twój spokojny, miarowy oddech...

...w dniu styczniowego wypadku, kiedy zabierali mnie karetką do szpitala myślałem tylko o jednym. Powiedzieć Ci najdelikatniej jak potrafię, że miałem wypadek, ale żyję i mimo iż trochę mnie to szarpnęło to wszystko będzie dobrze. Zawsze tak bardzo się przejmowałaś kiedy coś mi się działo. Taka opiekuńcza, krucha istota. Wcale nie musiałbym tego mówić, a na pewno nie od razu, ale czułem że chcę abyś wiedziała. Od początku zawsze byliśmy w stosunku do siebie szczerzy. Czułem, że jestem dla Ciebie ważny i że chciałabyś wiedzieć o wszystkim co tyczy się mnie...

...taaa...

...dziś telefon milczy. Aż dziwię się, że jedyny przycisk jaki mam na smartfon'ie jeszcze działa od tego ciągłego sprawdzania czy nie napisałaś. Kiedy telefon wibruję natychmiast sprawdzam czy mam jakiegoś esa, choć zdanie, choć słowo, kurwa, nawet głupi emot cieszy. Dostaję świra, kiedy ktoś odzywa się na Gadu niepotrzebnie dając mi nadzieję, że to Ty. Budzę się w ciągu nocy i zerkam czy nie napisałaś. Rano patrzę, czy jeszcze przed pracą nie zostawiłaś czegokolwiek, w ciągu dnia siedzę jak na szpilkach, łapię się na tym, że trzymając rękę na kieszeni próbuję wyczuć czy aparat nie drży zapowiadając nadchodzącą wiadomość. Staram się nie myśleć co takiego robisz, że nie możesz odezwać się choć na moment. Wynajduję sobie jakieś zajęcia na siłę byle czas mijał szybciej. Byle doczekać Twojego powrotu z pracy. Kiedyś zawsze punkt 21:20 wiedziałem, że jesteś, że kwestią kilku minut jest nasza wspólna rozmowa. Teraz o 22:00 wiem, że to już nie dziś, że może jutro rano. Mimo tego, jeszcze jak opętany zerkam na kompa conajmniej do 0:00, choć w głębi duszy wiem, że pewnie już śpisz...

...staram się jakoś Cię tłumaczyć, ale zaczyna brakować mi powodów. Ile się można oszukiwać...

...ciąg dalszy na...

...w sumie nie mam pojęcia czy nastąpi, to zależy tylko od Ciebie Kasiu. Ja jeszcze czekam na nas...

1 komentarz:

wyrzuć to z siebie...