04 maja 2017

wspólny bieg...



          Wiecie czym jest miłość? Powiem Wam - jest niczym. Niczym konkretnym, bowiem miłość nie istnieje, miłości nie ma. Nie da się jej poczuć, zbadać, dotknąć czy zmierzyć. Miłość to wytwór naszej wyobraźni. To jedynie ludzka potrzeba kreowania rozbudowanej semantyki. To tęsknota za czymś tak samo nierealnym jak pogoń za bezpieczeństwem. Życie zawsze stawia nam warunki, narzuca ograniczenia. Każe wszystko nazywać, identyfikować, określać, wszystkiemu przypisywać jakieś role. Aby móc coś zdefiniować, musimy to nazwać. Kiedy nie potrafimy czegoś opisać, oznacza to, iż tego nie rozumiemy. I właśnie miłości nie da się wprost zdefiniować, a przez to zwyczajnie pojąć...

...nazywacie to chemią, motylkami trzepoczącymi w brzuchu. Przecież to coś odbiera apetyt, umysł nakierowuje na jeden tor, skłania do podejmowania wysiłku, dokonywania rzeczy wcześniej zupełnie nierealnych, pokonywania przeszkód nie do przejścia, podnoszenia ciężarów nie do udźwignięcia. Czemu tak się dzieje? Po co to robimy? Karmimy się w ten sposób nadzieją na lepsze jutro. Jest powód aby każdego ranka wstać, powiedzieć sobie - mogę wszystko...

... sami wiecie, że po jakimś czasie brzmi to jak zwykłe bzdury. Jeśli tylko jesteście wierni tej jednej osobie, to prędzej czy później przychodzi codzienność. Brakuje już wielkich słów, wyjątkowych czynów, które kiedyś przyprawiały Was o podwyższone tętno. Teraz nawet wspólny bieg nie przyspieszyłby Wam pulsu...

...a liczy się wszak to co najprostsze i najtrwalsze. Fakt, że mamy do kogo wracać, z kim podzielić się problemami, o kim pomyśleć. Pochwalić się sukcesem, pomarudzić o niepowodzeniu. Wiemy, że jak tylko zajdzie potrzeba, będziemy mogli liczyć na tę drugą osobę, a kiedy wygramy bilety na wycieczkę to pewnikiem będzie to, iż wyjedziemy tam we dwoje...

...i naprawdę kiedy nauczycie się siebie tak dobrze, że żadne zachowanie partnera nie będzie już niespodzianką, to czy przez to świat nagle stanie się dla Was od razu szary i bez wyrazu? Jeśli tak, to znaczy, że człowiek, z którym idziecie pod rękę, to tylko przypadkowy uczestnik spaceru, nikt więcej...

...serdeczna przyjaciółka powiedziała mi ostatnio, że udany związek to umiejętność ciągłego zakochiwania się w drugim człowieku. A ta, tak zwana miłość,  to przecież nic innego jak jakaś bliżej nieokreślona fascynacja. Jeśli namiętność ulotniła się z czasem to nadal mamy to co w relacjach dwóch bliskich sobie ludzi najcenniejsze  - zrozumienie, szacunek, wzajemne wsparcie, rozmowa...

...kiedy w takim razie następuje definitywny koniec wspólnej przechadzki pod rękę? Gdy oboje przestaliście rozmawiać, powierzać sobie wzajemnie myśli, mówić o problemach, i gdy w miejsce zaufania wkrada się zaniechanie...

...jeśli natomiast choć jednemu z Was nadal zależy na tej drugiej osobie, to choćby Waszego partnera cechowały dalece posunięte myśli i zachowania mizantropijne, walczcie o niego. Czasem każdy musi odpocząć od drugiej osoby, a czasem to tylko zawoalowane wołanie o pomoc. Nie bądźcie więc bierni, wyciągnijcie rękę, w końcu nawet jeśli nic z tego nie wyjdzie, zostaną wspomnienia i rozmowa...

... wszak czy na starość nie pozostanie nam jedynie rozmowa?

02 maja 2016

oswoić się z tą myślą...

      Najgorzej to chyba nie móc się pożegnać. Nie mieć kilku dni czy choćby kilkunastu godzin na to aby oswoić się z tą myślą. Wyświetlić te wszystkie sceny zakorzenione gdzieś głęboko w nas. Wrócić myślami do chwil na tyle mocno, że gotowi jesteśmy poczuć dotyk tak realny, a zapach tak intensywny aby niemal postradać przy tym zmysły. Czy to jeszcze jawa czy sen. Najwyższej próby tu i teraz czy wspomnienie, które pomimo bólu jakie nam sprawia, cofa nas do wydarzeń przyjemnych, uzmysławiając, że może za moment stracimy naszego przyjaciela, towarzysza, członka rodziny, ale jego cząstka pozostanie w nas. Później życie wielokrotnie podsuwać będzie obrazy i woń którą wyczujemy z taką łatwością, iż niemal natychmiast skojarzy się z sytuacją, personą czy konkretnym momentem z naszej przeszłości. Zabawna sytuacja przywiedzie na myśl podobną, już minioną, użyte stwierdzenie, wypowiedziany żart czy wychwycony nawyk wywoła uśmiech na naszej twarzy. Dlaczego? Bo pamięć może z czasem blednie, delikatnie się zaciera. I prawdopodobnie nie wszystko będziemy potrafili sobie przypomnieć, ale rozgrzeje nas wtedy jedna myśl. Ten człowiek był częścią mojego życia, zmienił je, wpłynął na nie, miał udział w moim rozwoju. Wielokrotnie mi pomagał. Nawet niezauważalnie, choć czasem tego nie chciałem, dawał rady, których nie słuchałem. A jednak mój Dziadek był obok i zawsze mnie wspierał...

...niestety, mój nigdy nie był dla mnie tym facetem z reklamy, który rozdaje wtulonemu w sweter dziecku, cukierki. Idzie na spacer pod rękę z małym chłopczykiem, który w pilotującym go mężczyźnie widzi cały swój świat. To prawda, chadzał ze mną na spacery do nieodległego parku, ale kiedy ja ciekałem z całą blokową ferajną on oddawał się grze w warcaby. Kiedy towarzysze moich zabaw znikali, ja zostawałem sam i oddawałem się temu co wychodziło mi najlepiej. Chowałem się w swoją wyobraźnię. Czy Dziadek grał na kasę, tego nie wiem. To mi nie przeszkadzało tak bardzo jak fakt, że lubił sobie łyknąć od czasu do czasu. A wtedy się go bałem. Babcia dobrze wiedziała co czuję, bo często zamykała drzwi od pokoju, w którym siedział wstawiony. Ja w tym czasie odgrodzony tym prowizorycznym murem niewiedzy, rysowałem, układałem puzzle, rozwiązywałem łamigłówki albo pomagałem Babci w kuchni. To prawda, brakowało mi Dziadka i z zazdrością słuchałem opowieści kolegów, którzy ze swoimi dziadkami spędzali najpiękniejszy czas. Jednak ja nie pamiętam aby poświęcał mi wiele uwagi kiedy byłem mały. Raczej nie przypominam sobie zbyt wielu momentów, w których był blisko, w których naprawdę poczułbym jego obecność i chwil, które do dziś zapadły by w pamięć. Raczej był to melanż takich historii jak nocne dobijanie się pijanego Dziadka Tadka do drzwi, kiedy nocowałem razem z siostrą i Babcią na Gdańskiej oraz ofiarowane mi 1000,00 złotych, które chciał abym przeznaczył na remont Red'a. A przecież sto razy bardziej wolałbym aby zwyczajnie poświęcał mi uwagę. Opowiadał o przeszłości, wyciągał z rękawa ciekawe historie, mówił o dobru i złu, zaproponował pomoc przy czymkolwiek z czym się zmagałem.

...nie można odmówić mu tego, że nie był pracowity. Większość rzeczy murowanych i tynkowanych w domku na działce, takich jak ogrodzenie, pasy dojazdowe czy mury domu były jego zasługą. A jednak do bycia dziadkiem było mu daleko. Jak widać nie każdy wchodzi w rolę od razu i natychmiast akceptuje stan rzeczy. Dziadek Tadeusz zbliżył się do mnie dopiero w ostatnich kilku latach swojego życia. Wtedy chyba zaczął traktować mnie jako godnego partnera do rozmów. A może był to tylko efekt demencji, w której opowiada się całe swoje życie komukolwiek kto chce tego słuchać. Tyle, że ja chciałem. Od lat czekałem na takie sam na sam. Tylko ja, opowieść i on. Najwięcej dowiedziałem się o nim podczas 6 miesięcy zawożenia go na radioterapię. Codziennie, sześć razy w tygodniu jechałem na Dąbrowę, wspinałem się na 5 piętro, odbierałem mojego dziadka i razem jechaliśmy do szpitala Kopernika. Zawsze był uparty i faktycznie początki były bardzo trudne. W końcu jednak pozwolił sobie pomagać. Otworzył się na mnie. Opowiadał o swoim życiu, o mojej Mamie. To był cenny i ciekawy czas. I gdyby nie on, nigdy tak dobrze bym go nie poznał. I zapewne dziś zwyczajnie powiedziałbym - tak, miałem dziadka, ojca mojej Mamy, jednakże nigdy go nie poznałem i praktycznie nie był mi bliski...

...po wygraniu walki z nowotworem krtani, żył jeszcze ponad 2,5 roku. To prawda, był już cieniem tego silnego, zawadiackiego i zawsze eleganckiego faceta. Jednak ja do końca poznawałem go na nowo, ponieważ chciał mieć kogoś u boku. Kogoś kto wesprze, wysłucha, opowie co słychać u reszty rodziny, pospiera się na temat polityki, wypije z nim piwo...

...zmarł nagle, przewieziony do szpitala w wieku 87 lat już z niego nie wyszedł. Niestety nie mogłem towarzyszyć mu w tych ostatnich chwilach. Sam bowiem miałem wypadek i w dniu jego pogrzebu leżałem na obserwacji...

... dzisiaj uczestniczyłem w pogrzebie Dziadka bardzo bliskiej mi osoby. I choć Pana Juliana nie poznałem zbyt dobrze, to chciałem pożegnać go z należytym szacunkiem. Szacunkiem, który zyskał w mych oczach po tych kilku spotkaniach, dzięki którym tak bardzo go polubiłem znajdując w nim cząstkę osoby, tak podobnej do mojego Dziadka. Dziś symbolicznie oddałem im obu skromny hołd...

...ze śmiercią, która dotyka nas bezpośrednio już tak jest, iż staje się momentem do przedsięwzięcia pewnych refleksji i podsumowań. I nie inaczej jest ze mną...

...kiedy kostucha puka już do naszych drzwi zamkniętych na lichy łańcuszek, a my bezsilnie wpatrujemy się w nią przez judasza, to najważniejsze i zarazem  jedyne co możemy zrobić to prosić o to, aby wrota naszego końca tutaj, otworzyła najprawdziwsza wartość naszego jestestwa - miłość naszego życia...

...nie chcę żyć sam, to pewne. Przeraża mnie myśl ciągłego wracania do pustego domu, gdziekolwiek by on był. Nie mieć się do kogo przytulić i porozmawiać? Wszak na starość pozostanie nam już tylko rozmowa i ta niemal nienamacalna bliskość. Brutalna prawda życia to ta, że każdy wiedzie je na własną rękę. Rodzice kiedyś odejdą, bracia i siostry zajmą się swoimi życiem, a dalsza rodzina spotka się z nami od wielkiego dzwonu. Kto zatem będzie stał przy naszym boku jeśli nie nasza kobieta? Facet naszego życia? Wybranek serca, pokrewna dusza. I olejmy stereotypy. Pieprzmy wszystkie durne konwenanse. Żyjmy tak jak chcemy. To nasz czas na ziemi i jeśli zakochaliśmy się w osobie tej samej płci, wdowcu, rozwódce, matce dwójki dzieci, osobie grubej, zbyt wysokiej, bez szkoły czy dobrze płatnej pracy - kochajmy ją pomimo tego. Kochajmy ją, dlatego, że ona czuje to samo i jest jej z nami dobrze, na dobre i złe. I nie potrzeba na to żadnego glejtu cholernego kościoła, urzędu, aprobaty rodziny czy przyzwolenia społecznego. Bo jeśli tylko ktoś nas pokochał nie liczy się nic innego...


...to prawda - pod warunkiem, jeśli...

20 stycznia 2016

włożyć Compact, nacisnąć Play...

   Nigdy wcześniej chęć dokonania kolejnego, z pozoru zwykłego wpisu nie sprawiła mi tyle radości. Jak dotąd nie była też, na tyle wnikliwym studium faktów sięgających w najciemniejsze odmęty powojennego świata i historii techniki. Nigdy dotychczas aktualizacja nie pochłonęła również tyle czasu, jaki poświęciłem na czytanie opracowań, oglądanie najróżniejszych filmów, konsultowanie wielu wątków ze znajomym historykiem. Chyba dlatego porwało mnie to bez reszty...

...kiedy faszystowskie Cesarstwo Wielkiej Japonii z władcą Hirohito na czele, poniosło sromotną klęskę, po II wojnie światowej zmieniło się wszystko. W perzynę obróciły się wszelkie mocarstwowe zakusy podbicia Azji...

...przypieczętowaniem tego była konferencja pokojowa z 8 sierpnia 1951 roku, na której to w San Francisco przy udziale 48 państw Japonia zaakceptowała deklaracje wynikającą bezpośrednio z postanowień Poczdamskich i podpisała między innymi porozumienie dotyczące całkowitej demilitaryzacji kraju. Od tego momentu, upokorzony i okupowany głównie przez USA  naród postanowił zmienić diametralnie politykę. Zamiast podbijać kolejne kraje, wikłać się ponownie w konflikty z Chinami, Koreą czy Rosją - Japończycy postanowili całą swoją energię, pracowitość i wysiłek podporządkowany ciężkiej pracy, włożyć w technologiczny rozwój. Z wojskowego mocarstwa zapragnęli stać się technologicznym liderem i w ten sposób opanować świat...

...tak też się stało. Kraj kwitnącej wiśni, zniszczony przez wojnę, okaleczony dwoma eksplozjami bomb atomowych, ze stratami ludności cywilnej na poziomie niemal 600 tysięcy osób oraz zabitymi na polach bitewnych ponad 2 mln. żołnierzy otrząsnął się z wojennej pożogi i w przeciągu kilkunastu lat wyrósł na giganta górującego w przemyśle chemicznym, elektronicznym i motoryzacyjnym...

...ale jak to się stało? Nawet wsparcie jakie proponował Plan Marshall'a czy dostarczała UNRRA, powojenne Niemcy Zachodnie nie wykorzystały do tak gigantycznego cywilizacyjnego skoku i postępu technologicznego. A przecież nazistowska Rzesza miała wysoce wykształconą technikę. Dlaczego w takim razie udało się właściwie tylko Japończykom, pozostawiając Niemców w tyle, na co najmniej kilkanaście następnych lat...

...przede wszystkim wynika to z natury Japończyków. Zdyscyplinowana i mocno hierarchiczna struktura ludności narodziła się dzięki ponad 300-letniej tradycji rządów wojskowych i ustawicznie trwających konfliktów. Społeczeństwo przez kilkanaście pokoleń "nauczyło się", że kiedy elita wymaga pewnych zachowań, to należy się dostosować, bo za pewne jest to "stan wyższej konieczności" A mam na myśli te sprawy stosunkowo proste i łatwe do spełnienia. Takie jak: mało jeść, mało spać, nie odzywać się gdy nie pytają, a przy tym pracować więcej niźli wszyscy sąsiedzi wokoło. Co ciekawe w Europie taka polityka zakończyła by się ścięciem kilkuset osób, a w najlepszym wypadku protestami czy w pełni nieokiełznaną, permanentną anarchią. Natomiast Japończyk będzie solidnie przeklinał panujących, ale tak samo chętnie jak ich wymyślał wieczorem, rano zbierze się do pracy. Dziwne? Dla tamtego społeczeństwa całkiem normalne. A przy tym mieszkaniec archipelagu wysp ciągnących się wzdłuż wschodnich wybrzeży Azji, tego co naprawdę myśli, nie wyjawi nawet najbliższym przyjaciołom. Do dziś panuje tam wielkie przywiązanie do zwierzchniej władzy. A autorytet dynastii cesarskiej firmowany ówcześnie przez Najjaśniejszego Pana Hirohito był tak ogromny, że nawet gdyby rozkaz zdawał się być całkowicie bezsensowny - wykonano by go...

...od około roku '47 nad Europą i pokaźną częścią świata, Stalin zasuwał "żelazną kurtynę". Najbliżsi sąsiedzi Japonii - ZSRR i Chiny wikłały się coraz mocniej w: komunizm, stalinizm, socjalizm. Japończycy mieli odwagę wykorzystać sytuację geopolityczną tamtego regionu, jak również zachodzące na świecie zmiany. A przy tym skrywali w spodniach wielkie jaja. Tak! Kiedy trzyma się w szachu zarówno Stany Zjednoczone jak i Wielką Brytanię muszą być ogromne. Byli narodem twardym, ciężko doświadczonym, którego towarem eksportowym i znakiem rozpoznawczym, znanym chyba na całym świecie byli - Kamikaze. W przyciskanym kolanem, narodzie zaczynały budzić się tendencje krytykujące politykę ciemiężenia przez USA. Dlatego sprytnie wykorzystując tę sytuację, cesarz i kierownictwo cywilno-wojskowe wysłało swoich emisariuszy zarówno do Związku Radzieckiego, jak i Aliantów. Anglosasi zdając sobie sprawę z rosnącego zagrożenia i możliwości zaangażowania się Japończyków w komunizm poluzowali więzy...

...ciekawi jeszcze jeden fakt. Czego jeszcze przestraszyli się dawni, wojenni sojusznicy. Do dziś tego nie ujawniono i jeszcze długo utajnione pozostaną negocjacje między Japonią, a Aliantami z przełomu sierpnia i września 1945 roku. Czy nie zastanawiające jest, że 6 sierpnia superforteca B-29 Enola Gay, zrzuca na Hiroszimę 4-tonową, uranową bombę atomową Little Boy. Trzy dni później 9 sierpnia 1945 r. o godz. 11:02 amerykańska superforteca B-29 Bock's Car, pilotowana przez Charlesa Sweeneya zrzuca na Nagasaki drugą bombę, tym razem plutonową - Fat Man, zabijając 75 tys. ludzi.. Wbrew obiegowej opinii, iż tego samego dnia Japonia ogłasza bezwarunkową kapitulację - nie dzieje się nic. I czy aby na pewno poddanie się pozbawione było pewnych "warunków". Dokładnie 15 sierpnia rada wojskowa ogłasza... zawieszenie broni. Wcale nie kapitulację. Podpisanie jej następuje dopiero 2 września '45 roku na pokładzie pancernika „Missouri” w obecności generała Douglas'a MacArthur'a. Co w takim razie ustalono w okresie pomiędzy 15 sierpnia, a 2 września. Jak rozmowy te, mogły rzutować na okres powojenny. W książce Roberta Wilcox'a pt. "Japan's secret war" przestawiana jest teza o szantażu nuklearnym. Czy to prawda? Dowiemy się tego prawdopodobnie dopiero po 2033 roku...

...zadziwiają także alianckie "gesty "wobec Japonii. Czy wiecie, że z niemal 100 tysięcy podejrzanych "rzeźników", przed Międzynarodowy Trybunał Wojskowy dla Dalekiego Wschodu postawiono jedynie 25 politycznych i wojskowych przywódców, z czego 7 skazano na karę śmierci, a 16 na karę dożywotniego więzienia. Całkowicie oszczędzono rodzinę cesarską z Cesarzem "Shōwa" na czele. Natomiast kuriozalnym jest, iż zbrodniarz wojenny, dokonujący bestialskich eksperymentów medycznych, między innymi na chińskich więźniach, okrutniejszy od znanego całej ludzkości "doktora" Mengele, Japoński mikrobiolog Shiro Ishii dostał po wojnie pracę w jednej z amerykańskich agencji rządowych...

    W 1989 roku, nieistniejący już japoński magazyn "Days Japan" opublikował szczegóły z powojennej kariery osób, które uniknęły procesu w wyniku ugody z Amerykanami. Najgłośniejszym przypadkiem jest historia doktora Masaji Kitano, który był sukcesorem gen. Ishii'ego na stanowisku szefa oddziału. Po latach został szefem największego przedsiębiorstwa farmaceutycznego w Japonii – Zielonego Krzyża. Pracował też w japońskim ministerstwie zdrowia oraz przewodził szkołom medycznym.
[ opracował JS "
Przemilczana historia japońskich zbrodni. O tym się nie mówi" dla Onet.pl ]

...Amerykanie zrezygnowali także z większości reparacji wojennych, zarówno spłacanych w gotówce jak i technologiach. Podpisali też liczne porozumienia o wzajemnej pomocy militarnej i gospodarczej. Pozwolili również stronie przegranej na utrzymanie organizacji gospodarki z czasów wojny, sterowanej nadal centralnie, ale przestawionej na produkcję artykułów użytku domowego/cywilnego. W szczególności na eksport, tak aby uzyskać potrzebne na inwestycje, dewizy. Fascynującą kwestią było też niepisane przyzwolenie na szpiegostwo przemysłowe jakiego dopuszczali się na terenie USA i Wielkiej Brytanii, Japończycy. Gołym okiem widać na podstawie  na przykład sprzętu Hi-Fi [ np. Marantz czy Harman/Kardon ] podobieństwo do produktów amerykańskich, a w przypadku motocykli do rozwiązań brytyjskich [ np. Triumph czy Norton ], choć dziedzin i gałęzi przemysłowych można by mnożyć. Zerknijcie choćby na Kawasaki W1, i produkt  firmy BSA [ Birmingham Small Arms Company ] model Gold Star.

...Japonia jak powszechnie się wydaje, przed wojną wcale nie była tak bardzo na bakier z wysokorozwiniętą technologią. Do tego stopnia, że naziści podpisując z faszystowskim sojusznikiem wszelkiego rodzaju pakty, porozumieli się również w sprawie wymiany myśli technicznej. Przez 5 lat trwania wojny materiały naukowe "szmuglowane" były powietrzem przez samoloty, które starając się omijać blokowane rejony świata przemierzały dystans nad Biegunem Północnym. Przemycane były również wodą dzięki U-boot'om oraz statkom handlowym, które pływając pod fałszywymi banderami , legitymowały się przy tym doskonale spreparowanymi dokumentami...

...jak więc możecie zauważyć Japończycy wcale nie startowali zupełnie od zera, bowiem zalążkiem ich elektroniki byli dotychczasowi producenci radarów, systemów lądowania samolotów na lotniskowcach oraz systemów centralnego kierowania ogniem, używanych na ciężkich okrętach artyleryjskich. Natomiast kadra wojskowych projektantów zamieniła któregoś dnia mundury na białe inżynierskie fartuchy. A było nad czym pracować, co udoskonalać, co przerabiać, modyfikować i wdrażać do produkcji dzięki zgodzie aliantów. Bowiem technologie pozyskane od Niemców, a także stworzone w trakcie trwania II Wojny Światowej mogły po wojnie zostać użyte w celach komercyjnych/cywilnych...

...na koniec tej ciekawej lekcji historii, warto zadać sobie pewne pytanie. Co wpływa na szybszy niż normalnie postęp technologiczny? Wyścig zbrojeń? Wojna? Akurat w przypadku Japonii był to konflikt jaki rodził się w roku '50 w Korei. Armia Amerykańska stacjonująca w kraju kwitnącej wiśni była mocno niedoinwestowana i to prawdopodobnie było pomysłem na wykręcenie się z ostatnich już reperkusji poczdamskich. Oficjalnie Japonia miała dwudziestopięcioletni zakaz produkcji sprzętu wojskowego, ale już w połowie roku 1950, anulowano go całkowicie. Co prawda w zamian, Japonia przyrzekła wspierać produkcją siły sprzymierzone ONZ walczące we Wschodniej Azji, ale dla obu stron było to bardzo opłacalne. Japonia mogła wreszcie stać się partnerem technologicznym dla zachodu, prowadzić legalnie wszelkie badania i testy, zarabiać na tym, a aliantom pasowało również, że sprzęt wojskowy był produkowany w pobliżu konfliktu, co obniżało koszty zakupu o sprowadzanie go ze Stanów czterokrotnie, a z Europy aż sześciokrotnie...

...to był właśnie początek cudu gospodarczego, rodzącego się Azjatyckiego Tygrysa. Zadacie sobie pytanie jak to możliwe, że z jednej strony kazano im się rozbroić. Następnie produkować broń na potrzeby "interwencji policyjnej pod egidą ONZ" w Korei. A w roku '51 "dać słowo", że nigdy nie uwikłają się w żaden konflikt i nie odbudują swoich sił zbrojnych [ faktycznie do dziś Japonia nie posiada wojska ]. Po pierwsze Japonia faktycznie nigdy później nie była w stanie wojny, jak i nie użyła siły przeciwko innej armii. Po drugie, produkowanie broni dla swoich sojuszników to co innego, niż wytwarzanie jej dla celów własnych. Po trzecie, domyślacie się, że chodziło także lub przede wszystkim o pieniądze. Podpisać jakiś świstek można - wygląda to ładnie na arenie międzynarodowej, a czemu by nie stworzyć sobie nowych rynków zbytu ukierunkowanych na Azję, zarabiać na cłach, sprzedawać wszelkie możliwe licencje krajom rozwijającym się - etc. Cóż - jeśli wyglądało to w ten sposób, to przestaję się dziwić, skąd taki skok technologiczny jakiego dokonali w przeciągu kilkunastu lat...

 ...a ja dorastałem otoczony japońskimi logami: Toshiba, NGK, Casio, Panasonic. Ale te były jeszcze jakkolwiek popularne, Kto za to słyszał wtedy o takich markach jak: Rotel, TEAC, Audio-Technika, Denso, Makita, Onkyo, Kayaba, Denon, Z wpojonym przeświadczeniem, że najlepsza technika pochodzi z Japonii nie zdawałem sobie sprawy z tego jak mocno moje życie naładowane jest technologią azjatycką. A przecież zdjęcia robiliśmy Olympusem na filmach Konika-Minolta. W większości domów znaleźć można było odtwarzacze kaset VHS Hitachi. U mnie królował pełnoprawny, trójgłowicowy magnetowid Panasonic NV-G40 HQ wypuszczony z okazji letnich igrzysk igrzysk olimpijskich w Seulu '88 roku, które notabene oglądaliśmy na telewizorze Sanyo. Kupiona w tym samym roku w Wiedniu "Mikrowella" Samsunga była czymś tak niespotykanym i egzotycznym, że znajomi pytali moją Mamę czy ma w kuchni telewizor. Natomiast Tata chwalił się na przyjęciach kolekcją swoich ulubionych taśm koncernu TDK, który uważał za najlepszy w produkcji kaset magnetofonowych. Tych samych, których ja mogłem słuchać we własnym Walkman'ie Sony - ale do diaska, jaki normalny dzieciak chciał słuchać Philla Collins'a...

...mógłbym długo wymieniać niezliczoną ilość firm, a i tak nie był by to nawet promil - tak poważny prym wiedli na świecie. A porównując choćby Hondę Accord mojego serdecznego przyjaciela Bartka aka Barta Williams'a, która wyprodukowana zostałą w tym samym roku co mój Burger, widzę nie dystans czy jakiś techniczny wyłom. Widzę pierdoloną technologiczną przepaść. Odległość milionów lat świetlnych pomiędzy techniką nawet zachodnią ( Niemiecką, Angielską, Francuską), a Japońską...

...a Japończycy naprawdę tworzyli technologiczne cuda. Dopiero zagłębiając się w te wszystkie osiągnięcia elektroniki użytkowej dowiedziałem się o Discman'ach mniejszych niż zwykły kompakt czy praprzodkach Walkman'ów - przenośnych gramofonach i wielu, wielu innych sprzętach, dziś często poszukiwanych i niekiedy uznawanych co najmniej za Święte Graal'e...















...wprowadzenie Compact Disc'ów było cywilizacyjnym skokiem. Brak szumu, wyższa trwałość, brak podatności na rozmagnesowanie, możliwość natychmiastowego przerzucania utworów, opcja ich zapętlania. Pamiętam jak autorzy programu popularnonaukowego "Sonda" zachwycali się wspólnym wynalazkiem Sony i Philips'a. Natomiast z opowieści mojego Taty znam historię pierwszego uruchomienia kompaktu którego doświadczył dzięki rozgłośni radiowej Kanału Drugiego Polskiego Radia. Kiedy prowadzący program pt. "Wieczór Płytowy" nadany 24 lipca 1983 roku, odpowiednio zaanonsował płytę CD wychwalając jej niezawodność, trwałość, odporność na uszkodzenia, ta puszczona na żywo już po kilkudziesięciu sekundach zacięła się. Podobno zażenowanie jakie wywołała ta wpadka było tak wielkie, że swąd spalonego ze wstydu spikera poczuli bez wyjątku wszyscy radio słuchacze...

...o zakupie odtwarzacza CD myślałem od lat. Moim CD player'em zawsze był komputerowy napęd. Było to rozwiązanie, które miało swoje zalety. Czytnik radził sobie ze wszystkimi rodzajami nośników. Płytami pirackimi kupionymi gdzieś na rynku, wersjami oryginalnymi, cd'kami nagrywanymi na nagrywarkach w niemal każdym możliwym stanie zużycia. Jednak zawsze nieco zazdrośnie patrzyłem na deck'i stworzone z myślą tylko o odtwarzaniu. Kiedy ja musiałem włączyć komputer, czekać na wgranie Systemu Windows 95, znosić hałas szumiących wentylatorów, wsłuchiwać się w wirujący napęd optyczny, szczęśliwi posiadacze CD player'ów, po prostu naciskali przycisk Power. Ja też zawsze chciałem wysunąć szufladę, włożyć Compact, nacisnąć Play, a dalej już tylko delektować się idealnym, pozbawionym szumów dźwiękiem...

...lata mijały. Raz audio było dla mnie ważnym elementem życia, innym razem schodziło na dalszy plan. Wprowadzenie plików mp3 wraz z pojemnymi dyskami twardymi także wywarło swój wpływ. Muzykę pomimo, iż nadal kupowałem w wersjach fizycznych właściwie zaraz zgrywałem na kompa, tak by nie niszczyć płyt czy okładek. Z tego powodu, temat zakupu odtwarzacza naturalnie odszedł w zapomnienie, aż do momentu wyprowadzenia się od rodziców. Zmuszony skutecznie zagłuszać przerażającą mnie ciszę zacząłem przewozić swój zestaw audio. Ten, dla niektórych tak modny teraz sprzęt w stylu Vintage, dla mnie był powrotem do najlepszych wspomnień. A przy tym nie został wtłoczony w nowe wnętrze tylko dlatego, iż fajnie się prezentował. Był moją przeszłością, częścią mnie samego. Także jak tylko uporałem się ze wstępnym odgruzowaniem domu chciałem wszystko to ożywić. Podpiąłem wzmacniacz, kolumny, tuner, komputer. I wtedy zauważyłem, że znowu powielam schemat. Jedynym źródłem będą bezduszne empetrójki z kompa - urządzenia, na którego odpalenie trzeba czekać, wsłuchując się w szumienie wiatraków zaburzających nieskalany cyfrowy dźwięk. To był ten moment kiedy mogłem spełnić marzenie mojego ojca, jednocześnie sprawiając także sobie od lat wyczekiwaną przyjemność...

...a nie było to takie proste jakby mogło się zdawać. Szukając odtwarzacza chciałem go dopasować do posiadanego "Cassette Deck'a". Jednak jak to zrobić, kiedy sprzęt był jeszcze w rodzinnym domu. Dlatego na początku tylko szperałem za czymś na oko, pasującym stylistycznie. Przeglądałem Ebay, nasze Allegro, tablicę z ogłoszeniami - OLX. Ku mojemu zdziwieniu srebrne wykończenie było rzadkością. Nie do końca pamiętałem też jak wyglądał mój magnetofon. Minęło prawie 10 lat od ukrycia go głęboko w szafie. Jak przez mgłę próbowałem przywołać w myślach jego design, ułożenie przycisków, ostrość brzegów, ogólną prezencję. Miałem kilka typów, choć gro sprzętów głównie zagranicznych, było po za zasięgiem finansowym. Kwoty w zależności od kraju i stanu technicznego czy wizualnego, kształtowały się na poziomie 80-130$ lub 60-110€...

...na jakiś czas ponownie zarzuciłem temat, ale któregoś pięknego dnia, siedząc przy kompie wyczaiłem na Allegro aż trzy egzemplarze "w srebrze"...

- Odtwarzacz CD Technics SL-P111 - UNIKAT!
   Licytacja - wystawiono od 45,00 zł



- CD Technics SL-P202A
   Kup Teraz - 100,00 zł






...oraz

- CD Technics SL-P250
   Kup Teraz - 119.00 zł







...odtwarzacze oglądałem z każdej możliwej strony. Zdjęcia badałem wnikliwie niczym najlepsi wojskowi analitycy zdjęć lotniczych. Oceniałem stan zużycia przycisków, stopień wytarcia napisów, zakres porysowania obudowy czy frontowego panelu. Ogłoszenia wrzuciłem w obserwowane aukcje...

...jakiś czas zastanawiałem się czy jest sens kupować odtwarzacz. Nabywać coś, co tak naprawdę nie jest pamiątką, a tym bardziej nie wywołuje wspomnień. Bo te wspomnienia to swego rodzaju hołd. Swoisty wyraz szacunku i uznania jaki mam dla Taty. Jego dokonań, tego co mi przekazał, wpoił jak i ofiarował - dosłownie.  I mimo, iż kolejny dokupiony element, nie jest pamiątką, to kupując go kieruje się emocjami, które pomimo iż sprzęt nie należy do mnie i jego historia jest mi nieznana i zapewne zgoła inna, potrafi tą moją historię wzbogacić o ciąg dalszy. To kontynuacja jego dzieła zainspirowana tym, czego już sam dokonał. Mały klocuszek, dołożony do zdobywanych pomysłowością i ciężką pracą pozostałych klocków...

...okazało się, ze model SL-P111 został sprzedany za 67,00zł Miałem przeczucie, że właśnie on pasowałby najbardziej kształtem do mojego kasetowego deck'a. Trochę żałowałem, że się sprzedał. Szczególnie za tak śmieszne pieniądze. Zanim zdecydowałem się dokonać ostatecznego wyboru, znowu przeszukałem, tym razem całe działy odtwarzaczy CD Technicsa, na trzech znanych portalach. Za granicami naszego kraju nie było niczego srebrnego [ pomijam modele z początku lat '90 ], OLX zawiódł na całej linii, a na Allegro były cały czas te same dwie pozycje. Ze swoimi rozkminami odezwałem się do Krzyśka...

...mój serdeczny przyjaciel, fan klasycznego audio, zaraz zapytał mnie o model kasetowca jaki posiadam. Problem w tym, że przez tyle czasu nie przywiozłem go do nowego domu. Tak, więc mogliśmy sobie gadać, rozmyślać, ale bez konkretu nie można było podjąć decyzji. Po 10 minutach jałowych rozmów, nie mogąc doczekać się finału tej akcji, chwyciłem za słuchawkę i zadzwoniłem do Taty. Oczywiście nie wyglądało to tak jak w filmach, gdzie bohater recytuje z pamięci markę, model, numer seryjny, podając przy tym warunki pogodowe towarzyszące przełomowej chwili sprzed 30 lat. Mój Ojciec może nie miał takiej pamięci, ale naprowadzony na miejsce przechowywania deck'a, wyciągnął go z szafy i zwyczajnie odczytał z tabliczki znamionowej model. RS-B11W. Byliśmy w domu!..

...internet podpowiedział nam, że jest to sprzęt z lat '84-'86, a dzięki grafice Google znaleźliśmy również dobre fotki. Teraz można było porównywać CD-ki. Krzysiek niedługo potem naprostował mnie, że model SL-P111 patrząc choćby po symbolach był najprostszym z trójki kompaktów. A po za tym miał mocno sfatygowaną górną obudowę. Nie mogłem się z tym nie zgodzić. Za chwilę też dzięki sprytowi Krzycha i wrodzonej intuicji wyszperał w sieci informacje, że wersja SL-P202A jest co prawda inteligentniejsza od ostałego się modelu "250" ale zahacza już o rok '90. Dzięki stronie VintageTechnics.co.uk wiedzieliśmy już wszystko. Wersja SL-P250 pochodziła z roku '88, kosztowała nominalnie 370$ i plasowała się w połowie stawki. Idealnie więc wpisując się w "tworzoną w przypływie chwili - kontynuację rodzinnej historii"...

...pozostawała jeszcze kwestia wymiarów. Dumałem czy aby na pewno CD będzie miał tą samą szerokość co Compact Cassette Deck. W ogłoszeniu na portalu Amazon.com Krzysiek wyczaił wymiary magnetofonu wyrażone na szczęście w milimetrach [ dimensions: 430 x 108 x 232mm ], natomiast ja drążąc dalej temat, odkryłem portal HiFiengine.com, a tam - czarny player z opisem tak ważnej dla nas szerokości. Wszystko się zgadzało...

...nie wiem dlaczego się wahałem. A zapewne tak było, ponieważ Krzysiek widząc to, zaczął tłumaczyć mi, że na pewno jest to jedna linia z magnetofonem ponieważ:


- widzę, że przycisk włączający "Power" i gniazdo dużej wtyczki "Jack" będziesz miał w jednej linii.


po chwili dodając jeszcze:


- znalazłem zdjęcia gdzie oba urządzenia były włączone i wyświetlacze utrzymane są w takiej samej kolorystyce, nasyceniu podświetlenia, wielkości liter i cyfr


...i faktycznie nawet ostre krawędzie obudowy i stylistyka w jakiej był utrzymany kompakt, pasowała do designu jaki prezentował magnetofon. Przed naciśnięciem "Kup Teraz" zerknąłem ostatecznie na nienaganną reputację sprzedawcy, Przemo_Sunny który zapewne typowym handlarzem nie był, sądząc po tym, że miał na stanie tylko ten odtwarzacz. Nie znajdując kolejnych wymówek, nie zastanawiałem się dłużej. Kupiłem go!..

...nie wiem czym bardziej byłem podniecony. Naszym małym śledztwem, faktem, że wszystko tak ładnie ułożyło się w całość, możliwościami jakie w wytropieniu wszystkich faktów dawał internet czy samym nabyciem tego CD player'a...

...pamiętam jak musiałem być tym wszystkim zafascynowany, bo pierwsze co z siebie wydałem to skierowany do Krzyśka okrzyk:


- kupiłem go! Kontynuuję dzieło swojego ojca. Rozumiesz to!?


...kumpel, ze spokojem godnym najbardziej doświadczonych Stoików, wypowiedział zdanie, które do teraz jeszcze obija mi się po ściankach uszu:


- rozumiem. Jesteś analogiem w świecie cyfrówek.


...i to było samo sedno. Chyba najfajniejszy komplement jaki mógł paść z ust kumpla, a zarazem ciekawe podsumowanie emocjonujących poszukiwań...

...oczywiście mogłem dalej szukać innych modeli odtwarzaczy. Nie decydować się na zakup w przypływie chwili, a na spokojnie szukać jakiegoś upatrzonego typu CD'ka. Ale tak naprawdę nadal uważam, że ten całkiem przypadkowy wybór był zupełnie trafiony. Ta sama estetyka, design, użyte materiały o identycznym wykończeniu, układ i kształt przycisku Power, który zgrywa się z jedną linią klawisza zasilania kasetowca. Wreszcie zbieżne usytuowanie gniazda Jack oraz wyświetlacz bazujący na tych samych rozwiązaniach, czyli nasyceniu podświetlenia utrzymanego w niebieskiej tonacji. Czego chcieć więcej? A, że jest z '88 roku? Gdybym chciał kupić coś o 2 lata młodszego było by to urządzenie dużo większe i niekoniecznie wpasowujące się we wspólną z magnetofonem estetykę, uboższe, a przy tym mniej "inteligentne". A tak - moja "dwieście pięćdziesiątka" ma klawiaturę do wybierania poszczególnych utworów, opcję tasowania track'ów, zapętlania pojedynczego utworu, całego albumu, tworzenia własnej playlisty. Tak właśnie. Pomyślałem to samo - tyle możliwości, funkcji, opcji w 1988 roku. A tak na marginesie to do dziś na Allegro czy dawnej Tablicy, nie pojawiło się nic sensownego w srebrze. Dlatego tym bardziej twierdzę, że dobrze się stało...

...mało kiedy zdarzało mi się tak niecierpliwie oczekiwać na jakąś rzecz, a wtedy niemalże odliczałem godziny. Zastanawiałem się w jakim stanie będzie mój SL. Zdjęcia nie były jakoś nad wyraz szczegółowe i wyraźne. Mogłem coś przeoczyć. Wreszcie dumałem czy będzie faktycznie w stu procentach sprawny i czy zostanie wystarczająco solidnie zapakowany. Po tych wszystkich perypetiach nie chciałem się rozczarować...

...kiedy nareszcie dane mi było otwierać paczkę przy kurierze, pierwsze zdumienie jakie mnie ogarnęło to pancerne zapakowanie sprzętu. Dotychczas tak zabezpieczone przesyłki nadawałem tylko ja sam. A tu proszę. Dopadłem do odtwarzacza. Obejrzałem go najwnikliwiej jak mogłem w tak krótkim czasie. Ogarnęło mnie zadowolenie...

...z pierwszym uruchomieniem oczekiwałem kilka godzin. Tata zawsze powtarzał mi, że nie można podłączać dopiero przyniesionego z mrozu sprzętu. Nie wiem ile w tym prawdy, ale czekałem cierpliwie. Gówno prawda! Cholera, jak ja nie mogłem doczekać się tej chwili, choć dzięki temu, mogłem się dokładniej mu przyjrzeć. Wszystkie napisy były czytelne, żadnej wytartej kalkomanii. Ani jednej szpetnej rysy czy poważnego uszkodzenia. Już wtedy miałem dobre przeczucia...

...w końcu podłączyłem go do wzmacniacza, a następnie do prądu. Zaświeciły się wszystkie możliwe kontrolki - całe spektrum funkcji. Szuflada posłusznie wyjechała z wnętrza kompaktu. Włożyłem płytę. Płytę równie ważną jak sam odtwarzacz. Po chwili w Altusach dało się słyszeć charakterystyczny szum wiatru, inaugurujący "Światła Miasta - Grammatika". Byłem oczarowany. Urodziłem się na nowo. Poczułem, że teraz tu jest mój dom...

...do dziś na Allegro nie pojawił się żaden ciekawy srebrny odtwarzacz CD z połowy lub końca lat '80. Na Ebay'u jest ich dosłownie kilka, ale potrafią kosztować połowę więcej niż wersje czarne. Jak się okazuje mój Tata miał gust, nie tylko muzyczny...

... a co do samego odtwarzacza to pracuje doskonale. Oryginalne płyty odczytuje w lot, natomiast nad zgranymi aktualnie kopiami zastanawia się sekundę dłużej. Jest cichy, szybki i taki śliczny. Jedyna rzecz jaką trzeba teraz zrobić to na nowo skopiować całą moją kolekcję ponad trzystu kompaktów na nowe płyty, ponieważ mój CD player nie zawsze daje sobie radę z zapasowymi dyskami nagrywanymi przeze mnie 8-10 lat temu. Jednak to już temat na zupełnie inną opowieść...

...a o to jak się prezentuje...


















...dowodem tego jak poważnym graczem w światku audio, są Japończycy, niech będzie fakt, iż próbując wyszukać dowolne amerykańskie czy angielskie firmy produkujące domowe audio, znajdowałem w większości marki japońskie takie jak: Kenwood, Sony, Alpine, Panasonic, Hitachi, Onkyo, Sanyo, Sharp, JVC, Toshiba, A&D, Yamaha, Alpage, Denon, Pioneer, TEAC, Fisher, Optonica, Monacor, AIWA, Rotel, Luxman, AKAI, czy nieistniejący* już Technics...

...na koniec pragnę podziękować trzem osobom: Zbigniewowi, który czuwał nad merytoryczną stroną "artykułu". Był również nieocenionym źródłem informacji. Także Krzyśkowi należą się "wielkie dzięki"" za pomoc w wytropieniu historii odtwarzacza i namówienie mnie na jego zakup. Cały czas cieszę się nim tak jak na samym początku. Na koniec podziękowania kieruję do Pana Przemka, który wystawił sprzęt do sprzedaży, a opis jaki dał, był wiarygodny i w stu procentach zbieżny z rzeczywistością. Jeśli szukacie czegoś - zajrzyjcie na jego konto na Allegro - polecam...

...* wyjaśnienie już wkrótce...


......zawartość intelektualna oraz wykonane przeze mnie zdjęcia są moją własnością i chronione są prawem autorskim wynikającym z
 "Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych". 

Dlatego jeśli masz ochotę zamieścić cytat artykułu, podlinkować go lub w całości przedrukować, wykorzystać zdjęcia lub znalazłeś/aś błąd - proszę, skontaktuj się ze mną.

18 stycznia 2016

wciągnąłem się w temat...

Szperałem trochę w domu. Znalazłem ciekawe papiery od kilku sprzętów audio. Między innymi okazało się, że do dziś zachowała się oryginalna instrukcja od magnetofonu. Prezentuje nawet fajny stan. Dzięki niej przypomniałem sobie jak nagrywało się  z obcych źródeł, ustalało poziom wzmocnienia jak i o kilku innych możliwościach jakie dawał. Daje!..

...powiem szczerze, że wciągnąłem się w temat. Na tyle mocno, iż dokonałem kilku dodatkowych wpisów w poprzedni tekst. Zapraszam więc do przeczytania go raz jeszcze, obejrzenia fotek dokumentacji, a także do przygotowania się na kolejną technologiczną petardę...






08 stycznia 2016

technologiczny nokaut...

Dorastałem w niepewnych czasach. Wszystko zmieniało się z prędkością wirującej płyty. Ówczesne autorytety przemijały, gorące hasła dewaluowały, twarze kojarzone ze zmianami zaprzedawały swoje ideały. Okres, w którym dojrzewałem, można było na pewno uznać za ciekawy...

...mój Tata był dla mnie wzorem od początku. Oczywiście nie za każdym razem stosowałem się do jego rad i do dziś nie we wszystkim się zgadzamy, ale myślę, że jestem do niego podobny. Zawsze powtarzał mi, że liczy się jakość, że jak się za coś zabierasz, to rób to najlepiej jak potrafisz, że jak masz decydować się na półśrodki, to wcale nie ruszaj tematu...

...Tata - fan dobrej muzyki i sprzętu Hi-Fi, a jak kiedyś zwykło się wymawiać ten skrót, Haj-Faj - co samo w sobie brzmiało już ekskluzywnie i światowo, starał się skompletować możliwie najlepszy sprzęt audio. Pisałem już o jego poszczególnych klockach, ale dziś chciałbym skupić się na kwestii odtwarzania dźwięku. I nie mówię o efekcie finalnym, ale o samym jego "odczytywaniu", przenoszeniu na wzmacniacz Unitra, a dalej na głośniki Tonsila...

...ojciec uważał, że jeśli można na czymś zaoszczędzić, a nie wpływa to na jakość życia, pewnego rodzaju standard do jakiego się przyzwyczailiśmy, to należy to robić. I tak było od zawsze. W czasach, kiedy rodzice mieli pieniędzy więcej niż rozumu, mój Tata doszedł do wniosku, że owszem, może mieć polski wzmacniacz czy tuner, a dźwięk mogą oddawać polskie głośniki, ponieważ są to rzeczy, których nie da się spieprzyć. Są to urządzenia w dziedzinie, których polska myśl techniczna radzi sobie całkiem nieźle. Jednak jeśli chodzi o mechanizmy bardziej precyzyjne i delikatne, odwzorowujące dźwięk według kryteriów przewyższających normę DIN 45500, to tylko Japończycy opanowali do perfekcji tą niemal tajemną sztukę. To prawda - już koniec lat sześćdziesiątych, okres siedemdziesiątych i praktycznie całe lata osiemdziesiąte to skuteczny, technologiczny nokaut jaki wymierzały reszcie świata, koncerny japońskie. Niemal we wszystkich zagadnieniach życia i dziedzinach przemysłu...

...mając tego świadomość, w roku '85 za nieco ponad 260,00 "dolarów amerykańskich" mój Tata sporo przepłacając [ cena katalogowa według VintageTechnics.co.uk - 220,00$ ] kupił w Przedsiębiorstwie Eksportu Wewnętrznego "PEWEX" Oddział Łódź, sklep nr 11 na ulicy Piotrkowskiej 143 - magnetofon Technics Model RS-B11W w srebrnej wersji dopasowanej do pozostałych klocków...







...cztery ścieżki ( 2x2 kanały stereo ), trzy głowice, dwa silniki, System Dolby B, potencjometr do ustalania poziomu wzmocnienia, tryb szybkiego przegrywania One Touch, odtwarzanie kaset: typ I ( żelazowe ), Cr02 ( chromowe ), metal tape type, ( metalowe ). W tym czasie Unitra czy Diora robiły już całkiem znośne odtwarzacze kaset, ale często były to jeszcze rozwiązania z wysuwaną szufladą, stosunkowo zawodne, niedopracowane i jak na ówczesnych konkurentów, niezbyt finezyjne...

...czy zdajecie sobie sprawę jakie wrażenie za "komuny" musiał robić ten "topowy"sprzęt stereo. Marka Technics, logo TECHNICS. To jakby mieć kawałek lądownika Apollo Lunar Modul, albo przynajmniej szaty samego cesarza Hirohito. Szyk, szacunek, splendor...

...faktycznie to musiało być wtedy "coś", ponieważ kiedy rozmawiałem o tym sprzęcie z moim serdecznym przyjacielem Krzyśkiem, ten niczym ukłuty szpilką, prawie wykrzyczał

- skąd Twój ojciec go wytrzasnął ?? Wtedy u mnie w domu był Kasprzak...

...patrząc z dzisiejszej perspektywy był to odtwarzacz kaset ze średniej półki. Choć warto nadmienić, że również jeden z nielicznych wtedy magnetofonów dwukieszeniowych tej firmy. A w PRL'u była to sprawa bardzo istotna. Dostęp do muzyki był ograniczony, do zagranicznej tym bardziej. Na wagę złota była więc możliwość przegrywania kaset we własnym zakresie, a także zgrywania winyli. A trzeba przyznać, że mój ojciec miał gust. Na taśmach do dziś mam Stinga, Phila Collins'a, Koncert Jean'a Michel'a Jarre'a zarejestrowany w Chinach, Whitney Houston, Eric'a Clapton'a...

...kiedy przyszedłem na świat w sklepach Społem był tylko ocet, a u rzeźnika oczy klientów kłuły nagie haki. A mimo to w moim dzieciństwie było wszystko. Najlepsze, markowe jeansy Levi Strauss, koszulki Pumy, Matchbox'y, klocki Lego, Walkman Sony, misie Haribo, pasta do zębów o smaku Coli. To wszystko mnie nie zepsuło. Myślę, że pod tym względem zostałem wychowany przez rodziców i czasy, w jakich dorastałem, na człowieka, dla którego liczy się być - nie mieć. A patrząc na to przez pryzmat dzisiejszych 33 lat życia - mieć by być...

...tak jest do dziś, bowiem nie imponuje mi kupowanie wypasionych nowinek technicznych, markowych ciuchów, zmienianie samochodów po każdym facelifting'u, stanie w kilkugodzinnych kolejkach po najnowszy model IPhone'a...

...dlatego z sentymentu, z szacunku dla mojego ojca, a także chęci posiadania klasycznych rzeczy w nowym mieszkaniu, przywiozłem wyciągnięty po dobrych 10 latach odtwarzacz kaset. Podłączyłem go do gniazdka. Włożyłem pierwszą z brzegu kasetę i usiadłem. Tak, usiadłem. Był to chyba jakiś przypływ wzruszenia poparty licznymi wspomnieniami. Spędzałem przy tym magnetofonie wiele godzin przegrywając taśmy; zmieniając strony nowo poznawanych wykonawców, eksperymentowałem z nagrywaniem dźwięku z satelity. Bawiłem się miękkimi wejściami, wyciszaniem końcówek utworów, tworzeniem niezliczonej ilości składanek. Możliwości jakie dawał wtedy były nie do przecenienia...

...od momentu wynalezienia płyty CD w '78 roku, a wejścia ich do domów, minęło w zależności od zasobności portfela 8-10 a nawet 12 lat. I kiedy mój Ojciec za nielegalnie i ciężko zdobyte dewizy kupował swój odtwarzacz kaset, szczęśliwy, że w tym zacofanym, szarym i siermiężnym kraju zdobywa namiastkę zachodu, od trzech lat na świecie były dostępne w sprzedaży odtwarzacze Compact Disc'ów...

...i mimo iż mój Tata był dumny z zakupu jak nigdy wcześniej, to koniec lat '80, a początek ustrojowych transformacji, przynosił na rynku audio kolejne zmiany. Zaczął pojawiać się nowocześniejszy sprzęt, prezentujący już całkiem inny design. Nowoczesne decki o zaokrąglonych krawędziach coraz częściej produkowane były już tylko w czarnym lub grafitowym wykończeniu. Rewolucja następowała chyba w postępie geometrycznym, ponieważ wystarczył rok, aby Technics wydał magnetofon na mikroprzełącznikach i serwomotorach [ RS-B405 ]. Wśród producentów odtwarzaczy kaset trwała wojna na ilość głowic. Po Dolby B pojawił się również C, D, S. i HX PRO. Wprowadzono inteligentne układy przewijania rozpoznające przerwy między utworami. Powstał także system AUTO REVERSE, a przyciski mechaniczne, które trzeba było wcisnąć wkładając w to trochę siły zastąpiono wersjami miękkimi, opartymi na mikrostykach. Kieszenie magnetofonów zaopatrzone zostały w silniczki elektryczne odpowiedzialne za otwieranie i zamykanie. Firma SONY wydała w 1992 roku model TC-C521, który był zmieniarką na 5 kaset. Po prostu SZOK!..




...coraz mocniej rozpowszechniały się, także w Polsce, między innymi za sprawą pirackich kompaktów, odtwarzacze CD. Wśród ludzi dawało się również zauważyć spowolnienie pogoni za sprzętem klasy Hi-Fi, ponieważ coraz popularniejsze stawały się"wszystkomające" mini wieże różnej jakości. "Wreszcie dostępne na każdą kieszeń", kuszące jedynie na kolorowych naklejkach mocą 1000 Watów P.M.P.O. [ peak music power output ]...

...moją rodzinę także dotykały zmiany. Na świat przyszła moja siostra Asia, zagraniczne "wyjazdy" rodziców przestawały się opłacać, a praca na taksówce też nie przynosiła Tacie takich dochodów jak kiedyś. Zmieniały się priorytety, a rzeczy kiedyś ważne, schodziły na boczny tor. Chyba dlatego mojego Taty, już nigdy później nie było stać na zakup pasującego do zestawu deck'ów CD player'a...

(C)iąg (D)alszy (N)astąpi...




......zawartość intelektualna oraz wykonane przeze mnie zdjęcia są moją własnością i chronione są prawem autorskim wynikającym z
"Ustawy z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych". 

Dlatego jeśli masz ochotę zamieścić cytat artykułu, podlinkować go lub w całości przedrukować, wykorzystać zdjęcia lub znalazłeś/aś błąd - proszę, skontaktuj się ze mną.

02 stycznia 2016

fruzie wolą optymistów...

Nie byłem gotowy. Chyba nie można być. Czasami o tym myślałem, szczególnie po przeprowadzeniu się do domu z ogrodem. Warunki są, jest też jakiś rodzaj przygnębiającej ciszy. Zbyt głośnej by zagłuszyć ją muzyką, zbyt spokojnej aby przejść z nią do porządku dziennego i się do niej przyzwyczaić..

...od pożegnania się z Reksiem minęło ponad pół roku, a mimo to, nie byłem pewny. Nie wiedziałem czy tego chcę...

...i tak jak po rozstaniu się z Wartburgiem, tak i teraz, sprawdziła się dewiza - przestań szukać, a samo się znajdzie...

...do firmy Pauliny przybłąkał się psiak. Przez pierwszych parę dni, zdarzało się nam tylko o nim rozmawiać, jednak któregoś dnia podjechałem zobaczyć tę znajdę. Przywiozłem jej jedzenie. Zobaczyłem tego zahukanego, bojaźliwego włochacza. Wszystko wróciło. Widziałem tyle analogii, te same zachowania. Wspomnienia dawały o sobie znać. Tak samo jak przeszywająca głowę myśl - może to teraz, może to właśnie on. Psiak zadomowił się na dobre pod fabryką, za swoje miejsce upatrując wiatę rowerową. Spał na betonie, ale nie padał mu na głowę deszcz i wiatr nie dawał się tak we znaki. Któregoś dnia przywiozłem mu mocno sfatygowany śpiwór. Zwinięty na cztery dawał bardzo dobrą izolację. Czas mijał, a psiak na widok obcych zawsze uciekał. Podchodziłem na dwa metry, ten hultaj oddalał się na cztery. Prób było wiele. Koleżanka pracująca kiedyś w schronisku, zaoferowała swoją pomoc. Nie udało się. Kundel był nieuchwytny. Któregoś dnia przywiozłem nawet swego rodzaju psiego behawiorystę. Jemu też nie udało się schwytać pchlarza. Umykały nam kolejne dni. Ja musiałem w końcu zacząć pracować, a nie tylko skupiać się na psiaku. Nie wiedzieliśmy jak wyjść z tej sytuacji. Moje Słońce donosiło czworonogowi jedzenie, z resztą pół firmy żyło już historią tego Gałgana. Każdy coś przynosił, parę osób szukało pomocy wśród różnych fundacji etc...

...jednak 30.12 grudnia 2015 roku, chyba około 14;00 dostałem telefon, który brzmiał mniej więcej tak:

- słuchaj Piotrek, nie uwierzysz, właśnie jakaś kobieta bawiła się z psiną. Ochrona już ją namierza, zadzwonię jak się czegoś dowiem, ale przyjedź z obróżką i smyczką. Muszę kończyć. Pa...

...i faktycznie udało się odnaleźć dziewczynę, która bez wahania zgodziła się spróbować raz jeszcze poczochrać sympatycznego kundla, tym razem jednak zakładając mu obrożę. Patrzyliśmy na to jak wryci. Nasza wysłanniczka zwyczajnie podeszła do psiny, bawiła się z nią, po czym złapała psa w pół i najnormalniej w świecie niczym kurier UPS'u dostarczyła do rąk własnych. Okazało się, że obróżka po Reksiu, zapięta na "najciaśniejszą dziurkę" jest zbyt wielka, dlatego trzeba było psiaka po prostu przenieść. Bidula się troszkę wyrywała, ale w końcu dała za wygraną. Włożona do bagażnika Laguny, zsikała się i porobiła trzęsąc przy tym jak w spazmach, ale była już nasza...

...tego samego wieczoru pojechaliśmy ze znajdą do znajomego weterynarza, który przejrzał zabiedzoną i przestraszoną do granic wytrzymałości sunię...

...no właśnie - sunię...

...wszyscy myśleli, że to pies, zważywszy na to, że zdarzało się jej chodzić na "zbytki" do suki przygarniętej przez strażników pobliskiego parkingu. Tak więc imię Gałgan, które wydawało nam się idealne dla małego sobaki, zdewaluowało się szybciej niż przydało...

...jednak nie to było najważniejsze. Psiak prócz tego, że był bardzo zaniedbany, wychudzony, skołtuniony i lękliwy, był zdrowy. Wraz z Paulinką wykapaliśmy znajdę i obcięliśmy sfilcowane kołtuny jeszcze tego samego popołudnia...

... jest z nami parę dni i gołym okiem widać, że to bardzo radosny pies. Ten krótki czas sprawił, że z totalnie zastraszonego kudłacza, który chodził na przykurczonych łapach, z podkulonym ogonem, dziś jest to szczęśliwy maluch biegający po działce niczym wystrzelony z gumki od majtek...

...i zapytacie pewnie skoro nie Gałgan, to jak się wabi? Rozkmin było wiele. Szukaliśmy cech charakteru, posiłkowaliśmy się nawet wątkami z for dyskusyjnych. Jednak w końcu doszliśmy do wniosku, że będzie Fruzia. W końcu fruzie wolą optymistów...

...i na razie tyle, zobaczymy jak rozwinie się sytuacja. Póki co jest fajnie...






...chciałbym podziękować Kasi i Panu Maćkowi za chęć pomocy przy złapaniu psiny. Andrzejowi, szefowi ochrony za zdawanie na bieżąco relacji z rowerowej wiaty w nazwanym przeze mnie i Paulinkę - Doggi TV. Agnieszce, która podeszła do psiaka pewnie niczym zawodowiec, a także panu Tomkowi, weterynarzowi z przychodni Labrador za bezpłatne przebadanie kudłacza. Jednak w szczególności Paulinie, która zdała mi sprawę, że jestem już gotowy na nowego towarzysza, i która do dzisiaj pomaga mi we wszystkich sprawach związanych z Fruzią...

15 grudnia 2015

czas ciągle płynie...







Moje życie jest jak to zamieszczone zdjęcie . To nieznany, niezbadany horyzont i zastanawianie się co mnie za nim czeka. To niepewna przyszłość i wiara w nią. To zachodzące za nieboskłon słońce, ale zawsze ogrzewające dusze promienie. Ciekawy, zmieniający się krajobraz, a za razem szary, monotonny widok. To nas dwóch - ja i On z miejscem obok, tylko dla niej. Czerń i biel, a jednak kolor. Mieszanka sprzecznych doznać i emocji. Bujanie się na sinusoidach pragnień, kreślonych przez huśtawkę lawirującą na krzywych powstającego wykresu. Wszystko obarczone ryzykiem wypadnięcia...

...ostatnio dużo się działo, nadal wszystko kręci się na przyspieszonych obrotach i pomimo problemów, większych i mniejszych głowę trzymam wysoko. Staram się stawiać im czoła. Nie chcę już od nich uciekać, czas im się przeciwstawić. Przecież to nie kłopoty nakreślają sens życia, tylko chwile szczęśliwe i radosne. A trudności, troski, zmartwienia, są jedynie jak ustawienie super szybkiej migawki cykającej, pomiędzy kolejnymi ujęciami euforii. Ktoś kiedyś powiedział, że problemy muszą się nam przytrafiać, bo bez tego, nie docenilibyśmy ich braku. Nie znając deszczu, nie wyczekiwalibyśmy jego końca. Nie wstawali rano, odsuwając firankę wypatrywali wychodzącego zza widnokręgu słońca...

...nie wiem co będzie. Nawet czasem nie wiem co jest aktualnie. Tak samo jak nie wiem co mam myśleć, robić, czego oczekiwać, jak się zachowywać. Sami komplikujemy sobie świat i życie, tak jakbyśmy chcieli, aby smutek nie był tylko przerywnikiem, a stałą jego częścią...

...uciekając od problemów nie chcę przecież wyzbywać się radości. Pora więc zabrać się do pracy - działać...


"tak naprawdę w życiu to nie powinno się chcieć uciec, uciekać od siebie,
bo potem bardzo trudno jest do siebie powrócić, a kiedy już się wróci,
można siebie nie rozpoznać, bo czas ciągle płynie".









 ...a teraz zajmę się czymś. Głowa przestanie rozmyślać o przyszłości, a serce tęsknić do miłości - "samotny podróżnik w tłumie pustyni"

11 grudnia 2015

napotykamy na wydmę...

Kiedy zasłuchiwałem się w we wszystkich utworach Dune, poznawałem kolejne albumy, ta muzyka była dla mnie wszystkim. Dodawała energii, pozwalała zapomnieć, uporać się z problemami, oswajała świat. I wtedy podobał mi się każdy track. Mogłem słuchać ich godzinami...

...kiedy wydali płytę stworzoną z Londyńską Orkiestrą Symfoniczną, gdzie nie było głębokiego basu, werbli, efektów, nie umiałem tego zrozumieć. Płytę kupiłem, ale to nie było to...

...dziś kawałki w stylu rave czasami mnie drażnią i raczej do nich nie wracam. Za to doceniłem dźwięki dużo bardziej klasyczne - wszystko się zmienia...

...nic nie jest wieczne. Ludzie zmieniają czasy, czasy nas, my bliskich nam ludzi.  Kiedy idziemy obraną drogą i na niej napotykamy na wydmę, to po jej przejściu, nic nie jest już takie samo. Nie ma powrotu...

...było minęło, choć czasem warto wrócić do wspomnień...






09 grudnia 2015

nowe wspomnienia...

Czy powinniśmy kupować zakorzeniony w nas sentyment? Nie wiem, ale na pewno możemy próbować poczuć to co kiedyś...

...zawsze w moim domu grała muzyka. Odkąd pamiętam mieliśmy najlepsze telewizory, magnetowidy, a trochę później antenę satelitarną i setki kanałów. A jednak najważniejszy był dźwięk. Tata inwestował zawsze w dobry sprzęt. Wzmacniacz Unitra WS-432, Tuner AS-632 w zestawie z odtwarzaczem kaset Technics. Wszystkie klocki wybrzmiewały pięknie w Altusach 140. Rodzice słuchali szerokiego spektrum wykonawców: Niemen, Phil Collins, Sting, Perfect, Jean Michel Jarre. Pamiętam, że jak tylko Mamy nie było w domu, Tata pozwalał sobie na więcej. Byłem oczarowany tym dźwiękiem. Kiedy w wielu PRL'owskich domach były jakieś proste radia Śnieżka, u nas królował prawdziwy sprzęt klasy Hi-fi. Bas był mięsisty, wokale wyraźne, a góra tak rockowo podbita. Wiadomo, 140'stki dawały czadu...

...swój własny radiomagnetofon dostałem chyba jakoś na komunię. Czarny jamnik Philips'a na dwie kasety. Posiadał radio, autorewers, System Dolby Stereo i miał wspaniałą możliwość nagrywania dźwięku. Na nim powstawały piękne audycje radiowe, które uwielbialiśmy zapisywać z moim najlepszym kolegą wczesnego dzieciństwa - Piotrkiem Filipczakiem. Wspomniany boombox na samym początku odtwarzał wszystko co wpadło mi w ręce. Gipsy Kings, Abba, Peter Andre, Mr. President, Fun Factory, Nagły Atak Spawacza oraz chyba najdłużej fascynujący mnie niemiecki zespół Dune, grający Rave. Wtedy okazało się, że potężna, zbasowana muzyka z ostrymi górnymi partiami gra najfajniej na Altusach. Jak tylko nie było nikogo w domu, wyciągałem kasetę z Philipsa i wkładałem do deck'a Technicsa. Działy się cuda...

...czasy zmieniały się dynamicznie jak nigdy wcześniej. Poczciwy sprzęt Unitry zrobił się przestarzały. Zajmował dużo miejsca, nie miał kompaktu. Wielkie nieporęczne Altusy stały się meblem. Rozwój telewizji i wszelakich programów muzycznych sprawił, że puszczanie muzyki z systemu przestało być tak częste jak kiedyś. Wtedy też rodzice zaproponowali, że mogą mi go dać. Pamiętam, że dołożyłem im swoje pieniądze do zakupu takiej prostej wieżę Sharp'a. Na dzisiejsze czasy, raczej totalna tandeta. Ale wtedy - powiew zachodu. Pełna japońska miniaturyzacja, compact disc z talerzem na 5 płyt, odtwarzacz kaset, pilot. Wiecie - szaleństwo...

...natomiast ja stałem się posiadaczem zestawu, który od tamtego momentu napędzał muzykę w moim pokoju. Nie zliczę ile razy słyszałem "ścisz to", "jak Ty możesz wytrzymać w tym hałasie", albo "wyłącz tę tłocznię" - jak moja Mama zwykła określać repertuar Dune. Zamykałem drzwi i wtedy świat mógł nie istnieć. Byłem tylko ja, dźwięk i marzenia.

...i pomimo iż miałem naprawdę poważny sprzęt jak na chłopaka z końca podstawówki, to zdarzało się, że zazdrościłem znajomym, którzy mieli wieżę AIWA z pulsującymi w takt muzyki diodami. Byłem szczeniakiem, nie wiedziałem co dobre. Mój sprzęt miał toporny, archaiczny design, głośniki w kolumnach dawno pozbyły się zawieszenia membran, a CD z muzyką mogłem puszczać tylko z napędu komputera. Wtedy czułem się z tym kiepsko, teraz nie żałuję niczego...

...dziś ściągnąłem na nowe mieszkanie cały ten sprzęt i wreszcie mogę grać. A sentyment do marki UNITRA pozostał. Pozostał i stale się rozwija...

...Paulinka chyba dobrze wiedząc jakim uczuciem darzę ten polski zestaw, postanowiła zrobić mi niesamowitą niespodziankę. Dostałem bowiem na Mikołajki, słuchawki reaktywowanej marki UNITRA. Świat się zmienia i wiadomo, że gdyby nie wskrzeszenie produktów na bazie azjatyckich podzespołów, pewnie nie moglibyśmy cieszyć się ponownie tym logiem. I ja wiem, że to taki skok na kasę, wykorzystywanie ciągot do minionych już czasów, ale z drugiej strony, fajnie jest się wyróżniać z tłumu. Wole chińskie słuchawki Unitra niż chińskie słuchawki Samsunga. Mimo wszystko coś z tej kasy trafia w polskie ręce. Daje też nadzieję, że może kiedyś jakiś produkt powstanie znowu u nas od podstaw...

...a co do samych słuchawek, to dostałem model dokanałowy SD-20 wykonany z jednego kawałka drewna. Nie jestem audiofilem, prędzej dostrzegam design, który jak dla mnie jest po prostu śliczny. I nie wiem czy to zasługa tej drewnianej konstrukcji czy wspomnianego sentymentu, a może wreszcie braku "ucha", ale według mnie te słuchawki grają na naprawdę fajnym poziomie. A na pewno na poziomie przewyższającym podobnie kosztujące produkty innych marek. Bas schodzi nisko, a góra, nie jest natarczywa i ogłuszająca. Wysokie tony, jak ostre by nie były, nie sprawiają, iż chcemy ściągnąć je z uszu, a przy tym pięknie wyciszają otoczenie. Wokale są wyraźne i krystaliczne. Wykonanie słuchawek SD-20 stoi na naprawdę fajnym poziomie. Mamy do dyspozycji mikrofon do odbierania rozmów, oraz wtyk "mini jack" wygięty pod kątem 35-45st. więć przewód nie powinien złamać się szybko, tak jak bywało to w przypadku słuchawek marki Samsung. W opakowaniu znajdziecie instrukcję obsługi, dodatkowe gumki dostosowane do różnych rozmiarów małżowin usznych...

...uważam, że warto zainteresować się produktami Unitry, bo jeśli nawet nie grają jak kiedyś, nie wyglądają oszałamiająco jak konkurencja, to wzbudzają wspomnienia, a one dodają każdemu dźwiękowi dodatkowej, głębi, kolorytu i przestrzeni. A przy tym prezentują się pięknie i sprawiają, że właściciel może poczuć się w nich choć w delikatny sposób inny od reszty szarej masy płynącej szerokim nurtem ulic...







...Paulinko, szczerze Ci dziękuję. Niczego się nie spodziewałem, a tym bardziej, tego, iż "stare wspomnienia" zbudują kolejne, "nowe wspomnienia"...

...i powiem uczciwie, że to dopiero początek przygody jaką ponownie przeżywam z marką UNITRA. Przygotujcie się na więcej...


03 grudnia 2015

instrukcja obsługi...

Uważam się za wartościowego człowieka, a jednak dla wielu z Was jestem tylko mięczakiem, wkurwiającym typem, frustratem, marudą, który wylewa swoje gorzkie żale na łamach tego bloga...

...i może faktycznie lubię sobie czasem ponarzekać, pomarudzić, ale kto nie ma gorszych momentów. I coś w tym jest, że wysyłając mejla z pytaniami, chcę wiedzieć wszystko, w najdrobniejszymi szczególe, a i tak odeślę ich jeszcze co najmniej kilka, aby mieć pewność. "Obrażam" się łatwo i z taką samą łatwością można mnie skrzywdzić. Słowem, gestem, czynem. A mimo wszystko nie umiem chować urazy zbyt długo i jako pierwszy wyciągam rękę do tych, którzy nieświadomie ukłuli moją dumę. I duma sama w sobie to cecha pozytywna. Pozwala nam wybierać między dobrem, a złem. Chroni przed zrobieniem z siebie ofiary, zabezpiecza w sytuacjach, gdy ktoś wykazując nad nami przewagę, próbuję przejąć kontrolę, władzę chcąc zwyczajnie nas upodlić...

...przez wiele lat nie znałem własnej wartości. Zwyczajny, gruby koleś z pryszczami, trochę zaniedbany, ubrany niemodnie. Niepotrafiący się odezwać milczek, który najbezpieczniejszy świat widział za drzwiami swego pokoju...

...myślę, że zmieniło się wszystko. Dobrze.. Prócz jednego. Ale wynika to bezpośrednio z tego pierdolonego dążenia do doskonałości. Cholernego perfekcjonizmu. Rzeczy: tylko nowe. Jeśli starocie, to w nienagannym stanie. Auta z niskim przebiegiem, zadbane i aż dziw bierze, że Burger właśnie tak wygląda. Narzędzia najlepszych marek, posegregowane tematycznie, poukładane równiutko. Jeśli lakieruję to idealnie, jak spawam, to niczym artysta. Często skończone elementy nie potrafiące zadowolić moich wygórowanych żądań doskonałości robię od zera, poprawiam wiele razy, wyrzucam do kosza...

...i to jest mój problem. Wcale nie kasa zmarnowana na kupowanie czasem tej samej rzeczy, ale w lepszym stanie, denerwowanie się, że ktoś nie dopilnował pancernego spakowania przedmiotu, który w efekcie przychodzi do mnie uszkodzony. To głupie założenie sobie, że będzie idealnie. I to późniejsze cholerne rozczarowanie, kiedy wszystko zaczyna się pieprzyć, iść nie tak jak chciałem. I wtedy jest wkurw, rozczarowanie, frustracja, załamka, nerwy. Jest mi smutno i przykro...

...i nie przeszkadzało by mi to wcale, ale kiedy tracą na tym najbliżsi to wypadałoby by zmienić tę cechę w sobie. Kiedy myślicie, że mam focha, muchy w nosie, obraziłem się, ja właśnie przeżywam rozczarowanie...

...zaplanowałem to sobie ze szczegółami, rozpisałem zadania do wykonania, włożyłem w to mnóstwo pracy, poświęciłem swój czas, z czegoś zapewne zrezygnowałem. Grymas na twarzy, to spojrzenie, cmoknięcie zdradzi, że się zawiodłem. Wtedy to silniejsze ode mnie.

...i błagam - olejcie to, dajcie mi chwilę na dojście do siebie, a na pewno nie odwzajemniajcie tym samym. To tylko nakręci spirale bezsensownych wzajemnych oskarżeń...

...ot, taka instrukcja obsługi...

...Ci, którzy znają mnie lepiej, wiedzą, że mimo wszystko dobry i porządny ze mnie człowiek. Jeśli tylko potrafię, pomagam. Można na mnie liczyć. Jeśli o czymś zapominam, to z roztargnienia czy nawału obowiązków, a nie złej woli. Jak biję to bez opamiętania. Kiedy kocham to do utraty tchu. Jeśli piję to do zwarcia bezpiecznika. Umiem dostrzegać piękno tego świata, pozytywne zmiany. Często się śmieję i cieszę się życiem. Może na własny sposób, ale jestem szczęśliwy...

...proszę, więc - weźcie na to wszystko poprawkę. Ja nie mam fochów...

29 listopada 2015

zostań...

Zawsze to mówiłem i będę powtarzał...




życiowy "true color"...

O tak! Noc ma swą moc...

...pracę na taksówce zaczynałem właśnie w nocy. Mniejsze korki, relatywnie więcej czasu na dojazdy czy korekty popełnionych błędów. Mniej kłopotów z zaparkowaniem auta. Wtedy nauczyłem się najwięcej "miasta". Miasta i życia. To była dobra lekcja. Z zahukanego, niedowartościowanego dzieciaka, który słowo "nie" potrafił jedynie napisać, stałem się mężczyzną. Widziałem bijatyki, rozboje, kradzieże. Byłem świadkiem bicia kobiet, atakowania bezdomnych. Wtedy właśnie pierwszy raz sam się tłukłem, ponieważ zawsze starałem się w jakiś sposób pomóc czy interweniować. Brałem na huki gości, którzy nie szanowali swoich kobiet, wyciągałem za fraki facetów, którzy uderzyli przy mnie dziecko. W mojej taksówce dziewczyny zrywały z facetami, kolesie oznajmiali, że właśnie "zdradzili", dilerzy jeździli handlować towarem, lekarze rozkruszali zbyt wielkie grudy Amfy. Zabierałem pijane dzieciaki, naćpane małolaty, woziłem złodziei, kurwy i ich opiekunów. Zbierałem bety facetów wyprowadzanych ekspresowo - przez okno, pakowałem majdan kobiet uciekających przed wciąż kochającym, a tylko czasem bijącym mężem. Przeżywałem awantury, płacz, przemoc. Gdybym nie miał trochę szczęścia, dziś figurowałbym w kartotece z wyrokiem za pobicie, współudział w rozprowadzaniu substancji zakazanych czy zastraszanie. Pełna paleta barw. Taki życiowy "true color" zbudowany z ponad szesnastu milionów kolorów, gdzie każdemu pikselowi sytuacji poświęcone są co najmniej trzy emocje, a ich składową opisuje kolejna trojka afektów: 'R'aptowność, 'G'niew i 'B'ezsilność...

...kiedy napatrzysz się na ten cały syf, teoretycznie powinieneś nim przesiąknąć. Czując pod palcem brud, winieneś sam zacząć się od niego kleić. Mówić jak oni, zachowywać się jak oni i tak samo żyć. A jednak zawsze wtedy czułem się lepszy. Zdawałem sobie sprawę, że może nie mam zbyt wiele, ale noszę w sobie pewne wartości. Wysławiam się lepiej, szanuję starszych, słabszych. Staram się pomagać bezbronnym, cenić kobiety, uczyć się cierpliwości poznając świat i chłonąć wiedzę...

...taka właśnie była wczorajsza noc. Kolażem sytuacji, opowieści i emocji:

...scysja z bandą oszołomów, którzy chcieli niemal na moich oczach pobić mi Tatę, tylko za to, że zwrócił im uwagę, iż na postoju się nie parkuje. I o ile skończyło się na przepychankach i grożeniu, to w ich mniemaniu stosunek sił dwa do trzech był mocno honorowy...

...długi kurs z handlarzami narkotyków, podczas, którego żona jednego z nich, a siostra drugiego, opowiadała mi o tym, jak ciężko żyć w ten sposób, kiedy nie wie się czy następnej nocy nie wpadnie do domu oddział "czarnych", a ona pozostanie na jakiś czas samotnie wychowującą matką. Kiedy rozmowę o znajomych zaczyna się od pytania - "już wyszedł czy jeszcze nie?"...

...kurs z facetem, który opowiedział mi jak miesiąc po ślubie zdradziła go żona, Dziewczyna, którą znał wcześniej ponad 15 lat...

...zlecenie, podczas, którego Pani psycholog przeprowadziła ze mną ciekawą rozmowę o życiu, opowiadając przy tym jakby dla pewnego złamania historię śmierci męża. Zawsze wysportowanego, aktywnego faceta, dawnego piłkarza ŁKS'u, który potykając się o nierówno ułożony krawężnik uderzył głową w beton i 7 miesięcy trwał tak podłączony pod urządzenia podtrzymujące życie...

...tak to właśnie jest. Po prostu - ces't la vie...

...tym przydługim wstępem chciałbym tylko uzmysłowić Wam jedno. W 10 minut czytania podać na tacy to, czego zrozumienie, poznanie, a także dojście do wniosków zajęło mi ponad 15 godzin wczorajszej, nocnej pracy. A napisanie, których pochłonęło cały poranek spędzony przy kawie...

...i  jeśli dzieła i postać Horacego znacie tylko z lekcji języka polskiego jako jeden cytat, to jednak zastanówcie się  choć nad nim ciut głębiej "Chwytaj dzień, bo przecież nikt się nie dowie, jaką nam przyszłość zgotują bogowie..."

...nie chowajmy urazy zbyt długo, nie każmy ludzi za ich winy, wybaczajmy, kochajmy, oddychajmy pełną piersią. Każdego dnia możecie dostać w pysk czy się potknąć. Bezpieczny świat jaki znacie może przestać istnieć...

...szkoda, życia na kłótnie, spory, ciche dni, obrażanie się, żywienie urazy. Dajmy sobie szansę. Życie jest zbyt krótkie, na marnowanie go w ten sposób. Jeśli coś spieprzyliście, naprawcie to. Nie ma nic gorszego niż odejść w rozgoryczeniu i żalu. Ale nawet kiedy porozmawiacie, dojdziecie do porozumienia, pogodzicie się - spróbujcie ponownie. Postarajcie się, a nawet jeśli się nie uda, to sumienie będziecie mieli czyste...

...nie znamy godziny, w której ktoś pociągający znad sceny za nasze sznurki, podetnie je i padniemy już na zawsze nieruchomi i niemi...



...wreszcie czuję, kocham, oddycham!..
...
więc słuchaj, tego co podpowiada serce i dusza...
...najważniejsze to kochać i być kochanym,  najgorzej nie czuć nic!..